Polityka bez chirurgii urazowej

Wywiad red. Filipa Rdesińskiego z prezesem Polski Plus Jerzym Polaczkiem, który ukazał się na łamach Gazety Polskiej, udostepniamy dzięki uprzejmości tej gazety.

Czym jest dla pana IV Rzeczpospolita?

To jest projekt adresowany dla każdego aktywnego Polaka, w szczególności dla pokolenia trzydziesto i czterdziestolatków. Ludzi nieobciążonych dziedzictwem Polski Ludowej. IV Rzeczpospolita to zaprzeczenie kapitalizmu politycznego. Osobiście utożsamiam to pojęcie z wizją państwa kompetentnego, dobrze wykorzystującego umiejętności obywateli, kształtującego właściwe postawy w społeczeństwie. Dla człowieka związanego ze sprawami gospodarczymi będzie to walka z mafią, a nie opłacanie się różnym niejasnym grupom interesu. Poza tym ograniczenie barier biurokratycznych i niejasnych przepisów. W wymiarze lokalnym jest to wizja silnego samorządu odpowiadającego na problemy zwykłych obywateli. To także silniejsze związanie się polityki ogólnopolskiej z problemami tzw. „Polski powiatowej”. Niezbędne jest również doprowadzenie do symbiozy aktywności społecznej na najniższych szczeblach z aktywnością polityczną. Ten projekt pragniemy wdrożyć w życie dzięki nowej formacji politycznej, jaką jest Polska Plus.

Tylko jakoś o Polsce Plus nie jest zbyt głośno. Czyżby tworzył Pan kolejną formację kanapową dla kilkudziesięciu osób?

Mogę powiedzieć coś zupełnie innego. Tworzymy znaczącą i ambitną formację polityczną. Proszę dać nam trochę czasu. Dopiero odbył się kongres założycielski, który miał wymiar inicjujący. Od tego momentu czeka nas sporo pracy. Musimy stworzyć struktury, wewnętrznie się zorganizować.

Proszę jednak zauważyć, że posiadamy ośmioosobową reprezentację w Sejmie. Członkami Polska Plus jest wielu samorządowców i działaczy pozarządowych. W kilku obszarach wykazaliśmy już z dobrym skutkiem swoją aktywność. To my byliśmy inicjatorami ustawy likwidującej rynek jednorękich bandytów. Z naszej inicjatywy powstał projekt ustawy dotyczący warunków, na jakich mają być realizowane zagraniczne misje wojskowe trwające ponad cztery miesiące. Nie wspomnę o uchwale całego Sejmu w sprawie ochrony krzyża w przestrzeni publicznej, którą przygotowała Polska Plus. Wkrótce zaprezentujemy kolejne nasze inicjatywy.

Nie ma Pan jednak wrażenia, że jesteście przede wszystkim formacją sierot po POPiSie, partią odrzuconych? Polityków nie mogących skutecznie realizować się w głównym nurcie życia publicznego? Czy waszym podstawowym spoiwem nie jest tyle pozytywny program, co chęć szybkiego powrotu z politycznej banicji?

Muszę się tylko uśmiechnąć. Ludwik Dorn czy Kazimierz Ujazdowski odchodząc z PiSu nie odwoływali się do własnej pozycji, tylko do istoty uprawiania polityki. Pragnęliśmy jedynie wyciągnięcia wniosków z porażki wyborczej. Jeśli nie wyciąga się wniosków z przeszłości, jeśli nie rozmawia się o przyszłości to naszym zdaniem taki model projektu politycznego nie ma sensu. Do dziś mamy w PiS-ie wielu partnerów do rozmów, jednak z przykrością obserwujemy procesy zachodzące w naszej byłej formacji. I nasza diagnoza jest dosadna. W PiS-ie mamy do czynienia z archaizmem praktyki politycznej. Co gorsza każda krytyka owej sytuacji kończy się źle dla tego, kto ją wygłasza. Jeżeli trzech wiceprezesów de facto jest wyrzuconych jednoosobową decyzją prezesa, to musi to świadczyć o głębokim kryzysie największej partii opozycyjnej.

Być może świadczy to o nieskuteczności wiceprezesów lub braku zaplecza partyjnego dla ich wizji uprawiania polityki?

W PiS jest wielu polityków, którzy chcieliby być traktowani podmiotowo a nie są. Osobiście znam kilkunastu posłów pragnących wewnętrznej reformy w partii. Ich decyzje blokuje jednak coś, co nazwałbym prozą życia. PiS przy śpiewie chórków lejących miód w uszy prezesa Kaczyńskiego zmierza w ślepą uliczkę. Problemem tego ugrupowania jest właśnie owa „frakcja uwielbienia”. Nie wytwarza ona żadnej wartości pozytywnej. Nie odtwarza zdolności politycznej od poziomu lokalnego, gdzie trzeba odwoływać się do mądrości lokalnych działaczy i ekspertów. To zabetonowanie wewnętrzne tworzy groteskę.

Jest ona odgrywana, gdy prezes wizytuje poszczególne regiony. Wówczas musi jednoosobowo rozstrzygać „pielęgnowane” wieloletnie zatargi, łagodzić osobiste animozje zwalczających się działaczy. Owe inspekcje i tak niewiele wnoszą, a i prezes nie ma pełnej wiedzy o tym, co się dzieje w dołach partyjnych. To jednoosobowe kierowanie partią prowadzi PiS do zguby.

Jeśli dodać do tego grupę potakiwaczy zachowujących się jak przysłowiowy trener Jarząbek- śpiewających do szafy jak w filmie „Miś”, to należy zadać sobie pytanie o to czy fałsz i obłuda to dobra busola polityczna. Jeżeli w 2004 roku ktoś powiedziałby mi, że PiS będzie w układzie medialnym z SLD, z grupą Roberta Kwiatkowskiego negatywnego bohatera raportu Zbigniewa Zbiory z komisji Rywina, to nazwałbym go kosmitą. Dziś stało się to faktem. Powiem więcej dla mnie jest to poligon przyszłej politycznej koalicji SLD i PIS. Nie wiem jak wiele moich koleżanek i kolegów zdaje sobie z tego sprawę.

No dobrze, to czym w takim razie różni się oferta Polski Plus od tego co proponuje PiS i PO? Skąd czerpiecie paliwo polityczne? Nie zauważyłem wszak żadnego nośnego hasła, ciekawego projektu, świeżej idei. Czym chcecie przyciągnąć wyborców?

Dzisiaj wspólnym paliwem PiS-u i PO jest podejmowanie czwartorzędnych problemów. Dziesięć lat temu PiS odwoływał się do szeroko rozumianego braku poczucia bezpieczeństwa, a PO do swobód gospodarczych. Obecnie te kwestie mają inny kontekst niż wtedy. Teraz wzbierającą falą zasłoniętą przez szereg tematów zastępczych jest przegrywanie czasu w wyścigu cywilizacyjnym. Polska ma obecnie swoje pięć minut i powinna je maksymalnie wykorzystać. Powinniśmy modernizować państwo dzięki wsparciu funduszy europejskich. Komfort, jaki mamy obecnie w tym względzie nie będzie trwał wiecznie. W wymiarze symbolicznym pragniemy skupiać się na tym, co łączy a nie dzieli Polaków. Chodzi tu między innymi o język polityki. Wulgarność posła Palikota obrażającego głowę państwa jest symbolicznym wyrazem „wlewającego się gnoju” do debaty publicznej. Ten zwulgaryzowany język wsiąka w przestrzeń publiczną, stając się faktycznym nośnikiem agresji niszczącej państwo. Dzieje się to za całkowitą akceptacją premiera i lidera PO oraz jego zaplecza. My powinniśmy dbać o państwo i budować szacunek dla wspólnotowej podmiotowości Polaków.

Nadal nie rozumiem, czym różnicie się od Prawa i Sprawiedliwości czy Platformy Obywatelskiej? Te dwie partie też mówią o modernizacji kraju i łagodzeniu języka polityki.

W wymiarze praktycznym mamy jednak do czynienia z zaprzeczeniem tych twierdzeń. Państwo łamie się dziś jak słup energetyczny pod naporem śniegu. Polska nie rozwija się tak jak powinna, a poziom agresji publicznej wzrasta. Mamy dziś do czynienia z tykającą bombą, jaką jest gwałtowne pogorszenie sytuacji finansów publicznych. Premier ogłasza plan konsolidacji finansów publicznych, a nie mówi co zrobić faktycznym deficytem państwa, który w porównaniu z poprzednim rokiem wzrasta o 100 procent. Do tego należy dodać olbrzymi problem demograficzny, związany z brakiem polityki prorodzinnej. Dziś po trzydziestu latach od powstania Solidarności, ta solidarność w wymiarze wspólnotowym, wspólnoty narodowej powinna mieć w Polsce wymiar wspólnoty międzypokoleniowej.

Dodajmy do tego gigantyczny brak kompetencji urzędniczej. To jest tragikomiczne, jeśli wicepremier rządu na dwa dni przed prezentacją założeń do reformy finansów nie zna jej dokumentacji. Polska Plus chce wpisać się w pozytywny scenariusz dobrego państwa, bez niepotrzebnej retoryki szukania najpierw wroga a potem sprzymierzeńca. Scenariusz budowania w oparciu o kompetencje i wiedzę to nasze wyzwanie.

Twierdzi Pan, że w obecnym parlamencie nie ma ludzi kompetentnych?

Karierę polityczną robią dziś „nosiciele teczek”. Kiedyś uśmiechnąłem się z akceptacją gdy jeden z najbardziej miarodajnych eurodeputowanych Platformy Obywatelskiej w prywatnej rozmowie na lotnisku stwierdził: „wie pan panie ministrze ale ja też się nie odnajduję w tej polityce Sławomirów Nowaków”. „Teczkowi” to jest dzisiaj formuła, która przypomina przyśpieszone kursy partyjne za czasów PZPR. To są wysunięci robotnicy polityczni, którzy awansowali w strukturze publicznej. To jest przesiew negatywny. Dziś nie widzimy tysięcy ludzi zaangażowanych w samorząd, w działalność pozarządową. To właśnie tam partie powinny łowić najlepszych. To samorząd powinien być pierwszym ogniwem zaangażowania politycznego. Mnie najbardziej zaskakuje to, że PO jest bezapelacyjnym liderem odrzucania już w pierwszym czytaniu ustawowych inicjatyw obywatelskich. Mamy tu do czynienia z antytezą tego, z czym Platforma szła do władzy i na co tak chętnie się powołuje.

Załóżmy, że odniesiecie sukces. Wówczas chcąc rządzić będziecie musieli dobrać sobie koalicjanta. Jako renegaci z PiSu i wrogowie Platformy Obywatelskiej będziecie mieli problem.

Panie Redaktorze porównanie z „renegatem i wrogiem” jest dla mnie zaszczytem, bo to są słowa rodem z komuny. Mam nadzieję, że nie doczekamy się nazwy „zaplutego karła reakcji”. Oczywiście z sympatią dla Redakcji mówię to z przymrużeniem oka.

Jest głęboka różnica pomiędzy aktywnością wewnątrz ugrupowania, w którym nie można odnaleźć motywów jedności poglądów i praktyki politycznej a współpracą zewnętrzną. Jeśli umówimy się z naszymi partnerami na pozytywną pracę modernizującą kraj przy zachowaniu podstawowych wartości, poszanowaniu dla tradycji to odniesiemy sukces. Dziś jednak musimy sobie tą polityczną drogę wyrąbać. Współczesna scena polityczna przypomina wielki szpital chirurgii urazowej, gdzie spotykamy mnóstwo ludzi z połamanymi kręgosłupami. Polska Plus ma odwagę powiedzieć dzisiaj dosyć tego! Zamiast wiernych „teczkowych” powinniśmy dać szansę zwykłym obywatelom. Zbigniew Herbert pisał „bądź wierny, idź”. Polska Plus doda Polakom siły w dobrych wyborach.


Ostatnia modyfikacja: 2010.02.10 18:38,